18 października 2005

# 153

(...) Zyskała pani poparcie poniżej dwóch procent.
– A Jarosław Kalinowski, były wicepremier, były minister rolnictwa, były szef PSL-u, za którym stało potężne zaplecze partyjne, też tych dwóch procent nie przekroczył. To jest dopiero porażka! A ja? Przecież byłam człowiekiem kompletnie nowym, bez żadnego zaplecza politycznego, bez struktur. Naprawdę uważam, że nie jest źle, kampania była dobrze prowadzona i nic jej nie mogę zarzucić. Ale ilość czynników, które w polityce wpływają na sukces bądź na porażkę, sprawia, że wszystko jest kompletnie nieprzewidywalne.(...)

Przekrój 42/2005, "Przeciw amatorszczyźnie"
fragment wywiadu z Henryką Bochniarz

Zwykle te wycięte skądśtam teksty komentują się same, ale to...
Gratuluje, to faktycznie genialne porównanie - bo Kalinowski też nie przekroczył 2%. Od razu
się człowiekowi jakoś tak lepiej robi.
Wybory prezydenckie to jakiś casting do reality show? Dziękuję, że zaszłam tak daleko, no szkoda, wielka szkoda, że dostałam trzy minusy i muszę spierdalać. To jakiś taki sprawdzian na fajność, też sobie będę kandydować. Sprawdzę czy, będąc bez zaplecza politycznego i nie sprawując żadnych funkcji politycznych, zajdę tam gdzie Kalinowski i Bochniarz. Czyli do nikąd. Że też musiała opłacić te wszystkie billboardy, żeby się o tym przekonać.

Brak komentarzy: